W Kisengo, niewielkiej wiosce we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, kościół nie jest tylko budynkiem. Jest sercem wspólnoty. Miejscem, w którym ludzie przynoszą swoje lęki i nadzieje, radości i zmęczenie codziennością. Miejscem, gdzie modlitwa splata się z życiem.
Ten kościół powstał w 2011 roku dzięki wysiłkowi samych wiernych. Budowali go własnymi rękami, w czasie, gdy życie było jeszcze względnie spokojne. Potem przyszły lata niepokoju. Konflikt z 2017 roku, przemoc, strach, rozbite relacje. Wioska już nigdy nie wróciła do dawnego rytmu. Zubożała — materialnie i społecznie.
Dziś mury kościoła w Kisengo noszą na sobie ślady tamtych lat. Dach przecieka, gdy nadchodzi pora deszczowa. Wiatr wpada przez wybite okna. Wierni modlą się w przestrzeni, która zamiast dawać schronienie, budzi obawę. Podczas Eucharystii ludzie spoglądają w górę, nie z pobożności, ale z troski — czy dach wytrzyma kolejną burzę.
Ojciec Ivor Mutamba, misjonarz ze Zgreomadzenia Misjonarzy Afryki, zwrócił się do nas z prośbą o pomoc. Nie dla siebie. Dla wspólnoty, która — choć uboga — wciąż gromadzi się na modlitwie. Dla ludzi, którzy żyją z pracy na roli i nie mają środków, by samodzielnie uratować swój kościół.
Jako Stowarzyszenie Przyjaciele Misjonarzy Afryki musimy uczciwie powiedzieć: dziś nie mamy wystarczających funduszy, by od razu odpowiedzieć na tę prośbę. To dla nas projekt duży, przekraczający nasze aktualne możliwości finansowe. A jednak nie potrafimy przejść obok niego obojętnie.
Wiemy, że łatwiej jest zbierać środki na szkoły, podręczniki, stypendia. Trudniej — na ciszę modlitwy, na dach nad ołtarzem, na miejsce, w którym rodzi się nadzieja. A przecież bez tej przestrzeni duchowej wspólnota traci oddech.
Dlatego decydujemy się rozpocząć zbiórkę. Nie dlatego, że mamy wszystko pod kontrolą. Ale dlatego, że wierzymy, iż Kościół w Kisengo zasługuje na przyszłość. Że około tysiąca wiernych z Kisengo i okolicznych wiosek zasługuje na bezpieczne, godne miejsce spotkania z Bogiem i ze sobą nawzajem.
Remont obejmuje naprawę dachu, wzmocnienie konstrukcji, wymianę okien i drzwi, odnowienie ścian i zakrystii, zakup ławek, położenie posadzki i powiększenie przestrzeni kościoła. Koszt całego projektu to 17,000 zł — kwota ogromna dla tej wspólnoty, a osiągalna, jeśli podzielona na wiele drobnych gestów solidarności.
Ten kościół czeka.
Na deszcz, który nie będzie już zagrożeniem.
Na wiatr, który nie rozbije ciszy modlitwy.
Na ludzi, którzy pomogą mu znów stać się domem.
Jeśli możesz — dołącz do zbiórki.
Jeśli nie — pomódl się.
Bo czasem właśnie tak zaczyna się odbudowa.






